Beznadziejne małżeństwo

00:24
10.11.2018

Myślałam, że jesteśmy wyjątkowa parą. Po 17 latach już tak nie myślę. Na początku wydawało mi się, że nic nie przeszkodzi nam w stworzeniu fajnej, zdrowej, innej niż nasze rodziny. Byliśmy nierozłączni. Pamiętam jak jeździł ze mną na zjazdy,kiedy robiłam zaocznie magisterkę. Wtedy jeszcze nie było smartfonów. Siedział pod salą i czekał, aż wyjdę do niego w przerwie i chociaż przez 10 minut będziemy mogli być razem. A czekał tak od 8 rano do 18-19…Nie narzekał. Oboje cieszyliśmy się jak wariaci z każdej chwili. Typowe. Wiem. Ale czy typowa jest taka beznadzieja po tylu latach razem? Brak wsparcia, szacunku, pogarda. Czy normalne jest, że 90% naszych dni to foch i obraza. 10% staram się sobie wmawiać, że jeszcze będzie dobrze, że zaczynamy od nowa. Zaczynaliśmy od nowa niezliczoną ilość razy i gówno z tego wyszło. Ja wierzę w to coraz mniej. Potem przekraczaliśmy kolejne granice. Wyzywając się, szarpiąc, niszcząc swoje rzeczy i uderzając w najczulsze punkty. To prawda..ludzie, którzy są tak blisko i znają się tak dobrze mogą zadać sobie największy ból. Znając swoje czułe punkty z najlepszych przyjaciół zmienić się mogą w największych wrogów. I tak powoli chyba stawało się z nami. Granica za granicą, złośliwość za złośliwością, próba wyćwiczenia drugiej strony, podporządkowania, utrzymania władzy. Jednym słowem został z tego, co nas łączyło jakiś paskudny ochłap. Przywiązanie? Wygoda? Niemoc? Długi i kredyty? Dzieci? Mieszkanie? Nawet jeśli łączą nas wszystkie z tych rzeczy…to nie one powinny być spoiwem. Miłość? Pożądanie? Przyjaźń? Jeśli raz odejdą, nie wrócą. Próbować, łudzić się i udawać, że wrócą można w nieskończoność. A życie nie trwa wiecznie.

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
EmBov

Mam podobne dylematy.Trudne bardzo to wszystko. Umieram z samotności, a jednocześnie nie chcę rozwalać rodziny i wiem,że on na swój sposób mnie kocha. Ale życie jest jedno.