Granice

23:25
8.11.2018

Chciałam dziś stanąć na czele buntu. Żeby usunąć P. W związku z jakimś jej kolejnym absurdalnym poleceniem. Spoktałam się z kilkoma osobami, o których wiem, że są gnębione. Od lat. Jak przyszło co do czego, wyszło, że nie mają jaj. Boją się. Syndrom sztokholmski.

W większej grupie jesteśmy siłą, pojedynczo nikim.

Ja nie mogę już z nią pracować. To zbyt wiele mnie to kosztuje. Byłam gotowa z grupą coś zrobić. Wierzę, że mogłabym jej zaszkodzić. Sama nie dam rady. Ale nie dam rady też zginać więcej karku. Wiem: pieniądze, dzieci, odpowiedzialność. Ale co jest warte życie, w którym dajemy dupy cały czas? W pracy i w domu? Pytam, co jest warte takie życie? Po co je zachowywać? Chcę złożyć wypowiedzenie. Nie dam rady już udawać, że daję radę. Nienawidzę tej pizdy z całego serca. Robi krzywdę mi i innym. Nie szanuje ludzi. Szacunek do ludzi, niezależnie kim są, to moja podstawowa, jeśli nie jedyna, wartość. Szacunek a priori. Po prostu. Bo ktoś jest. Ona ma odwrotnie: na dzień dobry jest lepsza. Okazuje pogardę i wyższość. Nienawidzę jej za to. Wielokrotnie byłam świadkiem takiego zachowania. Nie chcę więcej. Będę miała przejebane. U męża, mamy. Miałam awans. Co z tym zrobiłam? Nie jestem w stanie dłużej. Bo jej zajebię po prostu. W złości tracę kontrolę. Mogę zrobić wszystko. Nie jestem w stanie tego znieść. Być może złożę jutro wypowiedzenie.Teraz czuję, że mogę.

 

 

 

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz