Kiedy zmasakruje sobie twarz

22:57
7.11.2018

Kiedy dojdzie juz do masakry, za kazdziutkim razem staram sie odbyc pokute. Czuje sie wtedy jak smiec i jestem jak zywy trup. Ukrywam sie, robie uniki przed wychodzeniem gdziekolwiek. Jak moje cialo jest wygojone zachowuje sie jak pani swiata. Jestem pewna siebie, wesola, lgnę do ludzi. Ale takich momentow coraz mniej. Kiedy pekne i nie zdolam sie powstrzymac wkladam najgorsze ciuchy, maluje sie tylko pudrem co pewnie dodatkowo podkresla ze cos jest nie tak. Na codzien oczy mam zawsze mocno podkreslone…tzn wtwdy kiedy nie wygladam jak siostra frankensteina. Tak jakbym celowo umartwiala sie nad soba i dodatkowo potegowala ten stan. Nienawidze go, ale nie umiem bez niego wytrzymac dlugo, bo daje mi pewnosc i swobode, ze nie musze czekac az wszystko sie zepsuje. Wlasnie tak mam cale moje zycie czekam az stanie sie cos zlego. No i przyspieszam nieuniknione. Wtedy na chwile jest ulga…a potem moralniak i poczucie porazki.

Dzisiaj bylo spoko. Na twarzy mam kilka podrapanych miejsc, ale jest to w granicach mojej normy. Gorzej z ramionami. Teraz moze nie sa takim problemem bo latwo je ukryc, ale wstydze sie mojego faceta.  Musze chyba odpuscic. Za bardzo koncentruje sie na efekcie. A za malo na tym dlaczego to robie i jak temu zapobiec. Tak dzis sobie siedzialam i probowalam ulozyc w glowie jakis plan. Nie umialam. Bez przelania mysli tutaj (a kiedys na papier) czuje sie jakby to wszystko o czym pomyslalam bylo tak ulotne…ze za chwile przestane o tym pamietac. Glupie to. No nic, sprobuje baczniej przyjrzec sie mechanizmowi, ktory pcha mnie do lazienki przed lustro.

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
EmBov

A może zrób sobie zdjęcia jak wyglądasz po i powieś w łazience przy lustrze? Taki luźny pomysł.