Koszmar minionego lata

00:57
18.07.2019

Rok temu bylam z chłopakiem. Cztery miesiące. Gdyby nie miał na imię Waldek nazwałbym go Chaos. W czystej postaci.

Lubił ryzykowny tryb życia. Dragi alko jazda bez prawka..po alko.. dziwne towarzystwo.. naginanie prawa..zaniedbywanie pracy..

Jazda bez trzymanki.

Dałam się w kręcić. Mózg mi wypadł. Jedyne co to darowalam sobie białe. Ale on był jak narkotyk więc starczylo by mnie otumanić na kilka miesięcy.

To się nie mogło udać. Wywrocil mi świat do góry nogami.

Potem wyjechał..sama go wsadziłam do samolotu.

Miał sporo problemów a ja chcialam mu swego czasu pomoc. Beznadziejne zakochanie to za mało powiedziałeś co mi odpierdolo na jego punkcie.

Myślę teraz ze moglo to być reakcja na mój poprzedni związek..złamane serce rozłąka..tak bardzo chciałam kochać i by ktoś był przy mnie „na zawsze” że się zesralam na ajloviu do bólu.. oboje się zesralismy.. ćpun jak się okazało w dodatku psychol.. w łóżku mnie doganiał z temperamentem ale co z tego..

Wyjechał. Ta relacja była tak burzliwa jak tylko można sobie wyobrazić..poza tym że się nie biliśmy. Ale slowna altyrelia bywała ciężka..jego zaborczość i zazdrość o wszystko..chęć dominacji która bardzo szybko wyszła na jaw..doprowadziła do wielu niespodziewanych drastycznych i raniących wydarzeń zarówno przed jak i po jego wyjeździe.. rozstaliśmy się w okropnych nerwach złości poczuciu żalu i niesprawiedliwości wzajemnej…

Pobolalo kilka miesięcy aż mój mózg wrócił na miejsce. Co gorsza od kilku tygodni widze go wszędzie..mam jakas pierdolona manie prześladowczą… Co drugi podobny do niego blondyn ma jego twarz.. to mnie przeraża.. zastanawiam się dlaczego przez rok nie miałam takich objawów a teraz .. może dlatego że niedługo moje urodziny..spędziliśmy je razem w zeszłym roku..kupił mi tort i prezent..zrobil kolację..było bardzo miło..długo rozmawialiśmy romantyzm do porzygu.. wracam z pracy a w pokoju mnóstwo balonów i on z tortem i płonącymi świeczkami 25.. chyba jakaś klątwę na mnie rzucil bez kitu.. ostatnio znalazłam kartkę urodzinowa od niego wlasnie z tamtego roku..chciałam ją spalić..ale zaczęło wiać.. myślę sobie pech jaki czy przekleństwo.. i modlę się by go więcej w życiu nie spotkać i żeby te schizy że go widzę na ulicy ciągle zniknęły.. sprobuje spalić ja jutro..może da mi wreszcie spokój ducha…

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz