Przyszłe życie zawodowe?

10:42
14.03.2019

Wczoraj pisałam o przytłoczeniu obowiązkami. Ten stan nadal mnie nie opuszcza, a chyba się pogłębia. Studiuję wczesną edukację, ale teraz wiem, że to nie był dobry wybór. To już ostatni semestr i mam dość. Praktyki obrzydziły mi szkołę i jeszcze bardziej przedszkole. Nauczycielki były okropne. Czułam się tam jak zero. Student do pomiatania i odwalania brudnej roboty. Do tego te wszystkie ścieżki awansu i niskie zarobki, nieadekwatne do odpowiedzialności i szerokiego wachlarza obowiązków. Ponadto system bardzo ogranicza. I nauczycieli i dzieci. Co z tego, że jestem kreatywna, mam dużo pomysłów i świeży umysł, jak system wszystko narzuca z góry? Politycy sobie wymyślają, że będzie tak, jak oni chcą. Obecna podstawa programowa pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że ogłupia się społeczeństwo, bo takim łatwiej manipulować. Nie mam na myśli żadnych konkretnych partii, nie chcę wchodzić na tematy czysto polityczne. Ale moja edukacja w szkole, chociażby z zakresu historii, była bardzo słaba. Materiał o Polsce okrojony. Większość rzeczy dowiadywałam się, szukałam we własnym zakresie. Dlatego ważne, aby rodzice też dbali o rozwój i edukację dziecka, co może być trudne w dzisiejszych realiach.

Na studiach uczą nas czego innego, a później w miejscu pracy następuje zderzenie z rzeczywistością. Prowadzący sami zniechęcają nas do tego zawodu. Dopiero na drugim roku wyszło, jak to wszystko faktycznie wygląda.

Teraz dopiero widzę, że dopada mnie szare, dorosłe życie. I żałuję, że zmarnowałam swój potencjał. Nie lubiłam szkoły. Rozumiem, co czują dzieci nieśmiałe, wrażliwe i w różnych stresujących sytuacjach. Wiem, jak ciężko jest się zaaklimatyzować, jak duży wpływ wywiera szkoła i całe jej otoczenie. Mam predyspozycje i nadaję się do tego. Dlatego lubię edukację alternatywną, która nie ogranicza dzieci, nie przywiązuje do ławek, by oglądać plecy koleżanek/kolegów.

Poza tym, jak patrzę na te europejskie wytyczne WHO odnośnie edukacji i propagowanie wypaczonej ideologii pod pretekstem tolerancji, to tym bardziej nie wyobrażam sobie swojej pracy w szkole/przedszkolu, czy wysyłania w przyszłości tam swojego dziecka. Chociaż nie jestem konserwatywną osobą, a nawet uważam się za tolerancyjną, ha. Sama kiedyś miałam dylematy związane z orientacją seksualną, ale nie afiszowałam się z tym. Nie przyszło mi do głowy kiedyś, by brać udział w tęczowych paradach, kojarzących mi się ze zbuntowanymi nastolatkami. Teraz tym bardziej. Etap różowych włosów, glanów, krzyży, piercingu skończył się wraz z nastoletnim okresem. Nawet bzik na punkcie tatuaży mi przeszedł i ten, który mam mi wystarcza póki co. Kiedyś nawet miałam czas, że ubierałam się w luźniejsze ciuchy, żeby nie być „lalunią”, haha.

Myślę, że sama w przyszłości będę dbała o rozwój własnego dziecka i postaram się je wysłać do alternatywnej szkoły. Może kiedyś będę na siłach, żeby sama coś takiego uruchomić? W moim regionie jest bardzo mało alternatywnych placówek edukacyjnych. Ale z drugiej strony czy taki szaraczek jak ja będzie w stanie coś takiego zrobić? Z drugiej strony pokazałam sobie na tych studiach, że jednak wiele potrafię.

Teraz żałuję, że w liceum nie uczyłam się na tyle, by startować na logopedię kliniczną. Nigdy biologia nie była moją mocną stroną, nauczyciele wystarczająco mnie do niej zniechęcili. Na studiach wszystko się zmieniło. Okazało się, że jednak mogę zapracować na dobre, niemalże najlepsze wyniki, że jednak stać mnie na więcej.

I tak nie straciłam jeszcze możliwości, by zostać logopedą, chociaż nie będzie to na miarę moich wysokich ambicji, które ujawniły się dopiero w trakcie studiów.

Co do samych studiów, to z jednej strony irytuje mnie, że jest tak dużo przedmiotów w ostatnim semestrze i różnych głupot. Z drugiej strony denerwuje mnie, że poziom jest dość niski i każdy wszystko zalicza bez większego wysiłku. A to prowadzi do tego, że pedagogika jest powszechna, a nauczyciele tracą swój autorytet, bo przecież każdy może nim być, nawet jak się do tego nie nadaje. 5 lat w plecy na marne.

Jest u mnie na studiach jedna dziewczyna. Osobiście nic do niej nie mam. Ze swoją koleżanką zawsze gada, wszyscy prowadzący je upominają. Nie słuchają, gdy jest mowa o ważnych rzeczach. Ona posadę ma zapewnioną, gdyż niedługo jej mama przejdzie na emeryturę, a ona wskoczy na jej miejsce w małej miejscowości. Nie chciałabym, żeby ona uczyła moje dziecko, ale cóż… Tak to często wygląda.

8
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
young-woman27

Hej! Nie wiedziałam że studiujesz pedagogikę?! Nie zgadniesz po jakich studiach ja jestem! 😉 Cóż, masz sporo racji odnośnie systemu edukacji oraz tego w jaki sposób, może nie zawsze, ale często, ludzie zdobywają pracę w szkole – po znajomości. Niestety tak to wygląda. I rację masz również jeśli chodzi o to, że masa ludzi kończy te studia, masa w ogóle się do niczego nie przykładała ale miała już zapewnioną pracę więc mieli wyjebane za przeproszeniem na naukę i później taki „nauczyciel” uczy dzieci, które chłonął wszystko jak gąbka, które później przez niedouczonych nauczycieli cierpią i mają fobie szkolna albo traumę.… Czytaj więcej »