Pustka

23:27
14.12.2018

Dopiero po rozwodzie przekonałam się co to jest samotność. Dziwne bo ciągle są ci sami znajomi a jednak są dni, w szczególności weekendy, kiedy cały dzień nie mam do kogo się odezwać… Smutne to dla mnie bardzo. Gdzie popełniłam błąd? Owszem analizowałam to. W szkole średniej oprócz mnie były jeszcze 3 dziewczyny ( szkoła wybitnie męska). Byłyśmy zgrane, ale dwie z nich mieszkają poza moim miastem, a trzecia wyjechała za granicę. Spotykamy się raz w roku, jak nasza koleżanka z zagranicy odwiedza rodzinne strony. Taka mobilizacja bo Ona przyjeżdża. „Nic się nie zmieniłaś, co u Ciebie, kiedy mnie odwiedzicie” itp. Trudno w ciągu 2-3 godzin zwierzać się komuś albo nawiązać bliską więź z kimś , kogo widzi się raz w roku… Na studiach zaocznych zaprzyjaźniłam się z 3 dziewczynami, wszystkie spoza mojego miasta. Z jedną z nich do dzisiaj się spotykam średnio 2-3 razy w roku (kiedyś powiedziałabym że nawet bardzo się przyjaźniłyśmy), dzwonimy do siebie, poznałam jej znajomych (oczywiście wszyscy daleko mieszkają ode mnie), spotykam się z nimi również 1-2 rocznie. Pozostałe relacje z dziewczynami ze studiów w naturalny sposób umarły. Na ostatnim kursie, całkiem niedawno,  zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, oczywiście okazało się, że nie jest z mojego miasta, w dodatku przeprowadziła się do jeszcze większego miasta i znowu umarło… Praca. W ciągu mojej kariery zawodowej zaprzyjaźniłam się z jedną osobą. To jest moja prawdziwa przyjaciółka, jak siostra. Mogę jej powiedzieć wszystko (prawie). Naprawdę kocham ją jak siostrę. I to jest moje szczęście. Niestety od roku jest bardzo poważnie chora. Czasami nie śmiem jej obciążać moimi problemami, które dla mnie są ważne ale w obliczu jej choroby, to pikuś. Nawet nie chcę myśleć, co by było gdyby jej zabrakło… Jak byłam mężatką, samotność mi tak nie ciążyła. Ciągłe obowiązki, praca, dom, problemy z dzieckiem. Nie było czasu odetchnąć.  A teraz… weekendy to koszmar dla mnie… Praca daje nie tylko kasę ale i zajęcie. Jedyne co bym w swoim życiu zmieniła gdybym mogła, to  zdecydowanie bardziej bym pielęgnowała kontakty z innymi ludźmi. Bardzo trudno nawiązuję relacje z innymi osobami, na pewno to też wpływa na sytuację w której jestem. Z perspektywy czasu widzę, że będąc nawet w związku, mając rodzinę, warto duża wagę przywiązać do kontaktów z innymi ludźmi. W końcu kiedyś dzieci opuszczą rodzinę, będą żyły własnym życiem, współmałżonek może odejść albo umrzeć … Podobno w Szwecji samotność jest jedną z głównych przyczyn śmierci…

5
Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz
najnowszy najstarszy oceniany
Bridget

A może właśnie powinnaś dzielić się swoimi problemami z przyjaciółką? Może to z jednej strony trochę egoistyczne ale Ty zwierzysz się jej z tego co Cię boli, a ona może zajmie głowę czymś innym, nie myśląc przy tym o swojej chorobie. Każda z was będzie myślami gdzie indziej a pomożecie sobie nawzajem.

Michal

Nigdy nie miałem nikogo kogo mógłbym nazwać przyjacielem, nie byłem też w żadnym związku. Moja matka wyjechała jak miałem 4 lata, ojciec agresywny alkoholik, rodzeństwo 8 lal starsze więc raczej słaby kontakt, w szkole zawsze byłem odizolowany od ludzi. Samotność powiadasz ? Moje drugie imię.