Stracony wieczór

00:48
29.06.2019

Tak w życiu bywa, że szczęście nie trwa wiecznie. Próbowaliśmy z Arturem ogarnąć nasze życie. Ja próbowałam dodatkowo ogarniać siebie, aby demony przeszłości (dosłownie – moja matka) nie dały rady znów wkraść się do mojej głowy i siać zamętu. Ten zamęt będzie zawsze. Czasem mniejszy, czasem większy, ale będzie.

Dziś miałam być na fajnym koncercie z moim mężem i jego synem. Miało być miło, dawno nigdzie nie byłam…

W dzień matki poszłam do niej z zakupami, ciastem i bukietem kolorowych tulipanów. Detoks od niej sprawił, że znów prawie zapomniałam o wielu złych chwilach. Zapomniałam jak śmierdzieć może w tym domu, zapomniałam jak wygląda stara niemyta, zaniedbana pijaczka. Zapomniałam jakimi epitetami może obrzucać córkę własna matka i jak wielką egoistką można być jednocześnie mówiąc komuś jak wiele się dla niego zrobiło i wypominając wszystko. O tym wszystkim zapomniałam, bo bliskość mojego męża, wspólny dom który udało nam się stworzyć jest dla mnie ucieczką. Ale wyrzuty sumienia zakorzenione przez matkę, to wszystko co widziałam i przeżywałam w tym domu… To było tak okropne, że nie umiem teraz żyć normalnie.

Poszłam i znów liczyłam na cud. Na to, że otworzy mi odmieniona, wyleczona kobieta. Albo może tego dnia nie za bardzo pijana, ubrana i ogarnięta. Nie wiem, czemu po tylu latach nadal jest we mnie ta nadzieja. Jakby żyła własnym życiem. Automatycznie wypieram , co złe.

Otworzyła mi zaskoczona, jak zwykle w brudnej podomce. Wyglądała jak stara, zniszczona prostytutka. Pijana, ale dawała radę stać o własnych siłach. Mamrotała coś pod nosem, uśmiechnęła się i otworzyła drzwi szerzej. Rozczarowałam się. Głupia ja. Znów liczyłam, że czeka na mnie smutna, a gdy zobaczy mnie w drzwiach zacznie płakać i przepraszać. W mieszkaniu śmierdziało tak bardzo, że w pewnym momencie ślina zaczęła napływać mi do ust tak, jakbym za chwilę miała zwymiotować. Pełno śmieci,  nieumytych garnków, talerze, szklanki, papier toaletowy, puszki, butelki, brudna bielizna, i na kanapie jakiś mężczyzna w slipach. Nie ten, co ostatnio. Był bardziej trzeźwy niż matka, powiedział mi „Dzień dobry” i zaczął grzebać w telefonie. Nie zadawałam pytań. Czułam się bardzo głupio. Jak jakaś mała dziewczynka, która zrobiła kompromitującą rzecz przed całą klasą. Jak ktoś, kto chciał dobrze, ale wyszedł na zwykłego frajera. Rozmowa ograniczyła się do kilku prostych pytań i odpowiedzi. Kiedy usiadła obok tego mężczyzny i położyła mu rękę na kolenie zrozumiałam, że prowokuje mnie i sprawdza moją reakcje. Nie wiem, czy ona przyjmuje tych mężczyzn w domu i prostytuuje się za wino, czy może mężczyźni przychodzą do niej upajają ją alkoholem i wykorzystują. A ja robię znów to samo. Nawet teraz. Odciążam ją z odpowiedzialności. Może powinnam wreszcie się otrząsnąć i zrozumieć. A może nikt jej nie wykorzystuje? Może moja matka to zwykła podła dziwka, która całe swoje życie wykorzystywała ludzi i próbowała ich ustawić pod siebie? To właśnie Do niej poczułam w dzień matki. I nie wiem czemu, ale nie umiałam tego przyznać….

A dziś zepsułam wyjście. Wszystko było zaplanowane. Syn poszedł sam. Nie mój syn, ale pokochałam go jak swojego. Ja płakałam zamknięta w łazience. Nie wiem, czemu to wypadło ze mnie akurat dzisiaj. Ale wypadło. I jest mi lepiej…mimo, że zepsułam wieczór zaplanowany dawno temu.

 

 

Dodaj komentarz

Zaloguj się i dodaj komentarz